Czekam na Ciebie

22.00. Słyszymy klakson i zrywamy się z kanapy. Biegnę do bramy. Otwieram. Muwiva przywiózł czterech z siedmiu, którzy uciekli. Nasi mali chłopcy – maluchy – znów widzę ich pusty wzrok, ten sam, który kilka dni temu widziałam u Chrisa. Wystarczyło im kilka godzin. Abram szarpie się ze Stevenem – jest agresywny, w ręku ściska butelkę ze sticką, Mama zabiera mu ją i podaje mi. Wylewam za domem śmiercionośny płyn, a butelka trafia do dołu ze śmieciami.

Muwiva jedzie z powrotem do miasta, tam Evaristo, David i Silvester szukają pozostałych. Wracamy do salonu i przykrywamy nogi kocem, wiatr przewiewa nas przez wybite szyby domu. Czekamy.

Silvester jest z nami od niedawna, ma 16 lat. To chłopak, który całe swoje świadome życie spędził na ulicy. Nigdy nie był w szkole, ani w żadnym innym centrum pomocy. Uczy się wszystkiego i jest niezwykle pojętny. Jeździ ze starszymi chłopcami, bo zna ulicę doskonale, wszystkie jej zakamarki, wie, gdzie ukrywa się chłopców, których nie chcą wypuścić z ulicy. Dlaczego nie chcą wypuścić z ulicy? Bo są za dobrzy w żebraniu. Bo dają się wykorzystywać na każdy możliwy sposób.

23.30. Ten sam schemat. Klaskon. Biegniemy do bramy. Teraz już wrócili sami. Gdzie jest Noah? Gdzie Freddy? Gdzie Lovemore? W głowie przewracają mi się obrazy, które przez ostatnią godzinę opowiadała mi Mama. Jutro rano David znów pojedzie na ulicę. Czekamy na Was.

PS. Samochód wjeżdża i zamiera. Już nie ruszy. Który raz już w tym tygodniu musi przyjechać mechanik, aby naprawić go na jeden dzień? Co będzie, kiedy tej nocy ktoś zadzwoni, że na ulicy był wypadek? Nie mamy czym jechać…