New Soveto Market

Niedziela po południu. Idziemy od poczty głównej w centrum miasta na Soveto – market, gdzie zbierają się dzieciaki ulicy. Mijamy po drodze miejsca, gdzie śpią i zabieramy ich ze sobą. Dziś na Soveto będzie piłka i rysowanie. Ze wszystkich stron słychać głosy: ‘Ooooo! Mama Carol!’ Biegną za nami i witają się. – Czy wiecie, gdzie jest Freddy? – pytam każdego. Freddy uciekł dwa dni temu i do tej pory nie wrócił. Ma autyzm. Martwię się o niego, choć wiem, że na ulicy radzi sobie lepiej niż ja, ale jest podatny na to, co serwują mu inni.

Znajoma woń sticka uderza we mnie, gdy dochodzimy do Soveto. Mam wrażenie, że jest go mniej niż zwykle – mniej butelek z tym niszczącym narkotykiem w rękach chłopców. Może być to złudne, bo zazwyczaj chodzimy wieczorem na ulicę. Ale jeśli się nie mylę, to na co zamienili stickę?

Starsi chłopcy i nasze dwie wspaniałe wolontariuszki Helenka i Agatka, które są ze mną rozdają chłopcom kartki i kredki. Muviwa gra z nimi w piłkę. Chłopcy przynoszą nam ławkę. Siadamy z Mamą obok siebie i otwieramy plecaki. Ustawia się długa kolejka. W jednym momencie skupiłam się tylko na osobie, która była przede mną. 100% uwagi na twarzy dziecka i na problemie, z jakim przyszedł – dużo ran zainfekowanych, szczególnie stopy, zwichnięcia, bóle zębów, oparzenia. W pewnym momencie Mama szturcha mnie, podnoszę głowę wyrwana jakby ze snu: -‘ Pamiętasz Chrisa?’ Pamiętam doskonale.

Chris. Dużo czasu zajęło mi zdobycie jego zaufania. Rok temu jeszcze mieszkał na farmie, chodził tam do szkoły. Jest zdolny i bystry. Bardzo lubi żartować. Dobrze zna angielski, więc dużo rozmawialiśmy. Teraz Chris już nie wygląda jak kilkunastoletni chłopiec, którego znałam rok temu. Jakby jego czas szybciej płynął. Patrzy w dal błędnym wzrokiem i zapewnia mnie, że nie ćpa. Obejmuję rękami jego twarz: – ‘Spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz.’ Nie potrafił. Opatruję jego głowę. – ‘Auntie, daj mi bandaż, będę musiał zmienić opatrunek.’ Nie, Chris, sprzedasz i kupisz narkotyki. Ja nie biorę w tym udziału, ale wrócę do Ciebie.

Jeszcze trochę czasu spędzamy na Soveto. Rozmawiamy. Chris trzyma mnie za rękę, potem prowadzi do samochodu. Zabieramy dwóch chłopców: jeden z oparzeniem wielkości dwóch dłoni, którego nie byłyśmy w stanie opatrzyć na ulicy, drugi pobity. Po powrocie dzwonię do Ali i Eweliny – dwie wspaniałe wolontariuszki – lekarki, które poznałam na szkoleniu MSZ, mieszkają i pracują u Księdza Krzysztofa na Makeni, to nasza parafia. Jest niedziela, dziewczyny dopiero co wróciły ze szpitala, ale nie odmawiają mi pomocy, za kilka chwil są u nas i od razu zabierają się do pracy. Po dwóch godzinach chłopcy są opatrzeni. – ‘Jak będziesz potrzebowała naszej pomocy, dzwoń.’ Na pewno zadzwonię. Dziękuję Wam dziewczyny!