Bóg się rodzi

Dom jest pełen. Na 16 łóżkach śpi 60 osób. Są chłopcy z farmy, ze szkół z internatem, mieszkańcy Salvation Home. Rodzina spędza święta razem.

24 grudnia to w Polsce tradycyjnie dzień wigilijny. Tutaj nie zasiadaliśmy do stołu. Ten wieczór spędzaliśmy w społeczności naszego kościoła. Pięknie ubrani nasi podopieczni, wystrojeni w nowe koszule, spodnie, na nogach wybrane przez nich buty – poszliśmy do kościoła: koncert kolęd, jasełka przygotowane przez młodych, o 21.00 Msza Święta. Cała uroczystość trwała ponad 4 godziny. Tego dnia rodził się Jezus. Rodził się w milionach miejsc na świecie, a także w sercach naszych i wszystkich naszych dzieci. Siedziałam wzruszona po jednej stronie ławki, po drugiej Mama Carol, pomiędzy nami najmłodsi. Dzieci zasypiały nam na kolanach. Ktoś się dosiadł obok mnie – zobaczyłam szeroki uśmiech Gifta, którego znacie z lekcji o wybaczaniu. Tak, to także dzień wybaczenia sobie i innym. Dzień zapomnienia tego złego, bo Bóg zapomniał to nam, dając nam na świat swojego Syna. Po powrocie do domu rozmawialiśmy jeszcze chwilę o tym, co właśnie wydarzyło się na świecie – o Narodzinach Jezusa i zjedliśmy Jego ciasto urodzinowe. Wspólna modlitwa i czas iść do łóżek, bo następnego dnia czeka nas dużo pracy.

Mama Carol i dziewczyny :)

Mama & girls

Franco i Maria

Franco & Maria

Pomocnicy Świętego Mikołaja :)

1

25 grudnia – pierwszy dzień świąt. Choinki prawie nie widać spod góry prezentów. Dla nikogo nie zabrakło podarku. Dzieci roznosiły także prezenty świąteczne dla wszystkich naszych sąsiadów – ciastka i babeczki, które piekli wcześniej z Mamą Carol. Przygotowali także z wujkami duża paczkę świąteczną dla bardzo biednej rodziny z naszej dzielnicy. Uczymy się dzielić tym, co mamy, nawet jak nie mamy wiele. To dzień, kiedy każdy kto kiedykolwiek był z nami na różnym etapie życia wie dobrze, że może przyjść – przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, a szczególnie Ci, którzy kiedyś byli mieszkańcami Salvation Home, a teraz mają swoje rodziny i przychodzą razem z nimi. To wzruszający moment. Przed obiadem Mama Carol pyta jedną z dziewczyn – Janet: „Byłaś, kiedy spędzaliśmy razem pierwsze święta 7 lat temu, pamiętasz, ile nas wtedy był?” Janet z uśmiechem odpowiada: „Może 12 osób…” Teraz jest nas 120… „Ojcze nasz” wypowiedziane ze 120 serc ma wielką moc. Od najmłodszych kolejka ustawia się, serwujemy świąteczny obiad. Cieszymy się tym, że możemy być razem.

W oczekiwaniu na prezenty… :)

2

2 (4)

Przygotowywanie obiadu świątecznego

2 (5)

„Chłopcy, obierzcie ziemniaki na obiad!” ;)

3 (3)

Modlitwa przed posiłkiem i ekipa nakładająca :)

2 (2)

Wspólne radosne spędzanie czasu :)

2 (3)

26 grudnia to ustawowo dzień pracy w Zambii. U nas to drugi dzień świąt. A dla niektórych naszych gości to właśnie są całe święta. Ten dzień zaczynamy o 4 rano. Jak inaczej ugotować obiad dla ponad 300 osób? Tylu właśnie dzieciaków spodziewamy się tego dnia. Tego dnia nie idziemy na ulicę, to dzieci z ulicy przychodzą do nas. O 10.00 zbierają się w domu – przychodzą lub przyjeżdżają zorganizowanym transportem. Do pomocy są wszyscy wujkowie (nasi starsi podopieczni, którzy już mniej są podopiecznymi, a więcej wychowawcami) w pełnej gotowości. Każdy ma jakieś zadanie. Spodziewam się zachowania ulicznego, ale dzieciaki mile nas zaskakują. Jest radość, pomiędzy nami pokój. Mogą się wykąpać. Część idzie grać w piłkę nożną na okoliczne boisko. Siadamy, rozmawiamy, gramy, rysujemy, oglądamy filmy. Dzieci są wszędzie, gdzie nie zajrzysz, tam ich znajdziesz. W domu, w którym na co dzień mieszka ok. 25 osób, teraz jest ponad 300. Przed obiadem zaskoczył nas silny deszcz. Wujkowie stają na wysokości zadania, aby zorganizować przestrzeń i porządek. Ok. 18.00 odjeżdża ostatni bus do miasta. Wykończeni sprzątamy dom. Wszędzie pełno wody, ale przynajmniej już nie leci ona z nieba. Nastała cisza, jakiej dziś jeszcze nikt z nas nie doświadczył. Patrzę na twarze ludzi, którzy dziś pracowali od rana, aby zorganizować święta dla dzieci z ulicy. Udało się, kolejny rok udało się. Nawet oni mieli swoje święta.

3

3 (2)

3 (4)

3 (5)

Wykończona zasypiam bardzo wcześnie, budzę się dopiero po 12 godzinach.

What is love?

Codziennie rano o godzinie 5.00 spotykamy się wszyscy razem. Niektórzy wstają bez problemu, niektórych ciężko zrzucić z łóżek. W końcu i tak wszyscy przychodzą.

Czasem tematy do rozmowy same wychodzą podczas rozwiązywania konfliktów, czasem sama wybieram o czym będziemy rozmawiać. Ostatnio chłopcy pracowali nad szacunkiem, współczuciem i dyscypliną. Wiele różnych zagadnień poruszaliśmy wiążących się z tematami głównymi. Między innymi była to MIŁOŚĆ.

– What is love? (Czym jest miłość?)
– Love is love. – tyle z początku potrafił powiedzieć mi Nathan.

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest, miłość nie zazdrości…”

Co to znaczy cierpliwa? Co to znaczy łaskawa? Dlaczego miłość nie zazdrości? Przykłady, znaczenia, symbole. Stawaliśmy z Chungu (jeden z wujków) na głowie, żeby to wyjaśnić.

Na koniec chłopcy dostali zadanie, opowiedzieć jedną historię, kiedy oni okazali komuś miłość lub ktoś okazał im miłość…

„Kiedy byłem na ulicy żebrałem na światłach koło hipermarketu. Ktoś chciał dać mojemu koledze ciastka, światła zaczęły się zmieniać i z drugiej strony nadjechał samochód, który potrącił go. Ten kierowca odjechał, nawet się nie zatrzymał. Ktoś inny zabrał go do samochodu i zawiózł do szpitala, ja też pojechałem z nim. Lekarze zbadali go, opatrzyli go i odesłali do domu. Zabrałem go do jego mamy. Pomogłem mu, kiedy był w potrzebie. Potem on chciał mi dać 2 kwacha (~ 1.5 zł), ale powiedziałem, żeby zatrzymał te pieniądze. Kiedy ja będę potrzebował pomocy, wtedy on mnie nie zostawi.”
Lovemore, 13 lat

„Kiedy mieszkałem z moim ojcem i jego nową żoną, on dużo pił, a ona mnie obrażała. Lubiłem czas spędzać z moim kolegą Clintonem. On i jego mama, którą nazywałem ciocią, bardzo mnie lubili. Clinton był wtedy w szóstej klasie i uczył mnie czytać i pisać. Pewnego dnia jego mam zapytała mnie, czy chodzę do szkoły. Powiedziałem, że nie. Postanowiła mi pomóc. Porozmawiała z moim ojcem, czy może mnie wysłać do szkoły. Dzięki niej szkończyłem w tamtym czasie czwartą klasę.”
Albert, 14 lat

„Moja mama mnie nigdy nie kochała. Uciekłem z domu bardzo dawno temu. Byłem mały, kiedy byłem na ulicy. Najpierw do swojego ośrodka zabrał mnie brat Jacek. Ale ja uciekałem dużo. Potem zabrała mnie do domu Mama Carol. Oni mi pomogli. Okazali miłość.”
Gift, 13 lat

„Ja dzielę się n’shimą z Marią, ja jej daję, a ona mi daje, tak okazujemy miłość.”
Chama, 7 lat

„Na ulicy koledzy często prosili mnie o pomoc, abym przyniósł im coś do jedzenia albo kupił lekarstwo w aptece. Zawsze im pomagałem.”
Moses, 12 lat

„Myłem ręce Danniego, kiedy miał rany od poparzeń.”
Nathan, 13 lat

„Geshom jest moim dobrym kolegą, pomagamy sobie, uczymy się wzajemnie, jak czytać i pisać. Tak okazujemy miłość.”
Chris, 14 lat

Czym jest miłość dla Ciebie?

Powoli, powoli

Powoli, powoli – tak często Zambijczycy odpowiadają na pytanie – Jak żyjesz?

I my też tak sobie żyjemy – powoli powoli… Czasem jest łatwiej, czasem są trudności. Są tylko duże dylematy, ale nie ma spraw nie do rozwiązania.

Opisuję tu historie. A potem dostaję wiadomości: Co dalej? Nathan wrócił? Co z Albertem – został? Co z Giftem? Czy już na zawsze został na ulicy? Czy zabrałaś go do domu?
Żyjecie razem ze mną, bo te historie są prawdziwe, dzieją się tu i teraz.

Nathana zabraliśmy do domu. Ma dni lepsze i dni gorsze, jak to w życiu. Czasem chce uciekać, ale widzę jak walczy ze sobą. Jest w nim wciąż dużo złości, dużo gniewu. Walczy z pokusą powrotu na ulicę. Walczy o swoje przyszłe życie. Dopóki walczy, jest…

Albert jest w domu. Przyszedł pewnego dnia do mnie: „Mówiłaś, że jak mam problem, to żebym przyszedł. To jestem…” Albert dużo komunikuje, bardzo nie chce zostać sam z tym, co boli. Wciąż jest z nami.

Gift… Jeździłam na ulicę, rozmawiałam. Nie chciał wrócić. Ulica jest dobra. Wciąż pod wpływem narkotyków. Wciąż uparty. Nie wrócę. Dwa dni temu pojechałam znowu. Był w dobrym stanie.
– Czy jesteś już gotowy?
W głowie walka myśli.
– Znasz odpowiedź i ja wiem, co chcesz powiedzieć.
– Chcę wrócić.
Zabrałam go i wczoraj zawiozłam na farmę. Powiedział, że chce odpracować to, co ukradł. Ale wciąż jeszcze długa droga przed nim, aby zmienić swoje życie.

Żyjemy sobie. Powoli, powoli dni mijają. A mi za tydzień minie piąty miesiąc w Afryce :)

Doris

 

droga

 

Lekcja wybaczania

Długo się zastanawiałam czy pisać tę historię. Napiszę, bo jest ważna, bo rodzi wiele pytań.

Pod nieobecność Mamy Carol jestem odpowiedzialna za dzieci w Salvation Home oraz w szkole z internatem, ale też pośrednio za farmę.

W piątek rano odebrałam telefon z farmy, że dwóch chłopców uciekło – Gift i Tresford. Tego samego dnia po południu byli już na ulicach Lusaki. W sezonie deszczowym ulica nie jest zbyt przyjemna, więc oczekiwałam, że szybko sami wrócą. W poniedziałek drogę do Salvation Home znalazł Gift.

Gift ma 15 lat. Od kilku lat jest pod opieką Mamy Carol. Skończył właśnie 7 klasę. To koniec pewnego etapu edukacyjnego, więc egzaminy po niej są dość ważne. Mama Carol obiecała mu, że jeśli zda je, będzie mógł rozpocząć 8 klasę w szkole z internatem. Bardzo na to czekał, za każdym razem jak się widzieliśmy mówił mi o tym.

Gift przyszedł prosto do mojego pokoju. Dużo słów padło. Łzy pociekły. Gift został w moim pokoju aż do następnego dnia, kiedy miał przyjechać Chali, który bezpośrednio opiekuje się farmą. Ten dzień był bardzo pracowity, dużo jeździliśmy, załatwialiśmy spraw. Przez większość dnia nie było mnie. Gdy wróciłam zauważyłam w pokoju pewne braki. Gift pakował się w tym czasie do samochodu. Szybko zawróciłam go… Przeszukałam kieszenie. Znalazłam trochę pieniędzy i trochę rzeczy. Byłam wściekła. Gift przepraszał i płakał, płakał i przepraszał. Szybko wysłałam ich na farmę, to było za dużo dla mnie na ten dzień.

Jednak wciąż sporo pieniędzy brakowało. U Gifta więcej nie znalazłam.

To był wtorek. W czwartek pojechałam na farmę, aby zobaczyć się z dziećmi, spędzić z nimi trochę czasu i spisać ich marzenia świąteczne. Chciałam też porozmawiać z Giftem o miłości, o błędach i o wybaczaniu. Szukałam go, szukałam, ale nie znalazłam. Moja wizyta była niezapowiedziana, okazało się, że Gift, gdy mnie zobaczył uciekł. Potem chłopcy powiedzieli mi, że pozostałe brakujące pieniądze to także on ukradł. Po prostu nie przeszukałam go aż tak dokładnie, aby wszystko znaleźć.

Kilka dni przed całym tym zdarzeniem Kasia była na farmie. Mówiła mi, że ktoś napisał do mnie list, nie pamięta kto i gdzie go ma. W końcu znalazła…

Kochana, Auntie Dorota,

Jak się masz w tym tak miłym czasie? Kocham Cię i bardzo za Tobą tęsknię. Dziękuję, że uczyłaś mnie, jak piec. Niech Bóg będzie z Tobą każdego dnia. Dobrego dnia. Gift

Myślisz, że mnie to przybiło? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zupełnie nie. Że straciłam wiarę w dzieciaki, w ich szczerość i zmianę? Na pewno nie. Boli mnie jednak nędza jaką w ich umysłach może już na stałe zasiała ulica. Dla Gifta liczyło się tu i teraz. Bez myślenia o konsekwencjach, o przyszłości.

Gift jest znów na ulicy. Pojadę tam, aby z nim porozmawiać o miłości, o błędach, o wybaczaniu.