Wczesne rodzicielstwo

Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że stanę się samotną matką dla 6 dojrzewających, 14-letnich chłopców…
Otóż jak to się stało… ;)

Na farmie z nowym rokiem przyszło wiele zmian, szczególnie w kwestiach personelu pracującego. Pożegnaliśmy się z menagerem oraz jedną rodziną, która u nas pracowała, próbę zarządzania farmą w styczniu podjął jeszcze młody – 25-letni zambijczyk, jednak i on spasował przy naszych łobuzach ;) Powitaliśmy za to na farmie Briana, który przejął rolę zarządzania naszą sporą gromadką kurczaków oraz ogrodem warzywnym i jak na razie próbuje się.

Potrzebowaliśmy jeszcze rodziny dla jednego domu, w którym mieszka owych 6 rozbójników.
Idea „rodziny” jest taka, aby chłopcy czuli się zaopiekowani, aby byli ludzie, którzy zatroszczą się o sprawdzenie ich pracy domowej, opatrzenie zdartego kolana, zacerowanie spodni, którzy usiądą z nimi wieczorem i porozmawiają o minionych dniu, poczytają wspólnie książki czy pograją w warcaby, a przede wszystkim zrobią to wszystko z miłością, jakiej Ci chłopcy w swoim dzieciństwie niestety nie doświadczyli.

Chcąc bardziej kontrolować sytuację na farmie, która ostatnio bardzo nas niepokoiła, Mama Carol pojechała na farmę, aby uporządkować sprawy oraz przejąc pod opiekę dom „bez rodziców”. Podczas tego czasu nastąpiło dużo pozytywnych zmian, szczególnie organizacji tego miejsca. Ja w tym czasie miałam pod opieką Salvation Home.

Po tygodniu zamieniłyśmy się i tak oto stałam się mamą dla 6 chłopców. Pewnie część z Was czytających to wie lepiej niż ja, że nie bez powodu okres ciąży trwa 9 miesięcy, nie bez powodu dzieci rodzą się małe i dorastają przechodząc różne kryzysy, aby nie tylko oni, ale także ich rodzice nauczyli się z nimi radzić. Moje dzieci są duże, nie tylko pod względem wzrostu, wszyscy prawie wyżsi ode mnie, ale także są bogaci w różne, szczególnie trudne doświadczenia. Tylko dzięki temu, że trochę razem przeszliśmy, poczynając od tego, że po roku wróciłam do nich, a w ciągu ostatniego pół roku nie raz zabierałam ich z ulicy, starając się wymazać tę pustkę, którą mają w oczach po narkotykach, że spędziliśmy długie godziny na wspólnej nauce, grach czy wyprawach do buszu, także przez to, że bardzo szybko przestałam być dobrą ciocią, która na wszystko pozwala i nauczyłam się stawiać im granice. Zaakceptowali mnie jako rodzica. Zdobycie ich zaufania to nie jest prosta sprawa i to nie trwa tydzień, dwa czy nawet dziesięć tygodni, to miesiące i wspólne doświadczenia. Nawet ja mam świadomość, że są rzeczy, z którymi jeszcze do mnie nie przyjdą. Dzieci ulicy z zasady nie ufają nikomu.

Tak więc już od tygodnia mamuję łobuzom. Dzień zaczynamy o 5.00 – budzę ich przystawiając im do uszu telefon, z którego płynie muzyka, śmieję się, kiedy widzę, że Nelson nie może otworzyć oczu, bo siła grawitacji, łóżkowego przyciągania jest zbyt duża, ale z uśmiechem na buzi śpiewa słowa mojej ulubionej zambijskiej piosenki. Gromadzimy się ma modlitwie, sprzątamy razem nasz dom, potem śniadanie i chłopcy przygotowują się do szkoły. Rano sprawdzam czy mundurki szkolne są kompletne, czy buty wypastowane, czy książki spakowane, dopytuję, kiedy wrócą ze szkoły, razem jemy obiad, odrabiamy lekcje, czytamy, wysłuchuję ich: „ja, ja ucieknę, jak mi nie pozwolisz!” oraz „on mi zabrał to, to było moje!”, kupuję maści na trądzik i kolekcjonuję podarte spodnie, aby wszystkie razem potem zabrać do krawcowej, zaklejam plasterkami zranione miejsca. Wieczorem siadamy w naszym saloniku i rozmawiamy o tym, co lubimy jeść, co lubimy robić, jak było w szkole, czasem przynoszę im ciastka, które bardzo lubią, czasami puszczam im muzykę z telefonu i tańczą tak, że nie mogę uwierzyć, że tego wszystkiego nauczyli się z filmów, razem żartujemy i śmiejemy się, rozmawiamy o przyszłości, ich marzeniach i planach. O 20.00 zaczynamy modlitwę śpiewem. A śpiewać moi chłopcy potrafią jak nikt na tym świecie… :) 21.00 to czas, kiedy chłopcy powinni już spać. Przez pół godziny jeszcze uciszam ich z mojego pokoju, aż czasem muszę do nich wstać i posiedzieć w ich pokojach, aż zasną bez gadania :) Są dni, kiedy muszę im czegoś zabronić lub za coś ukarać, są dni, kiedy mamy świetną zabawę przez cały dzień.

Analizuję czasem ich zachowania i reakcje, zwyczajne życie w afrykańskim buszu i jego problemy nie różnią się de facto wiele od mojego polskiego życia. Oczywiście realia są kompletnie różne, ale tak jak w Polsce ja kiedyś kłóciłam się z moimi koleżankami w szkole, tak samo i oni tutaj, przychodziłam do mamy z rozdartymi spodniami czy z pracą domową, czasem robiłam, co chciałam wychodząc z domu bez pozwolenia, za co dostawałm szlaban, tak jak i tutaj daję szlaban chłopcom, jak wychodzą z domu bez pozwolenia. Nie są z tego powodu zbyt szczęśliwi, ale kto z nas w ich wieku był… ;)

Ja sama musiałam jednak przejechać te wszystkie kilometry, aby zrozumieć, jak wiele w moim życiu nauczyli mnie moi rodzice – pracy, odpowiedzialności, organizacji czasu i przestrzeni, dbania o rzeczy, a przede wszystkim ludzi.

A moja mała buszowa rodzinka, choć jest nieco dysfunkcyjna, bo jestem samotną matką, która co tydzień zamienia się z inną samotną matką, jest szalenie szczęśliwa, bo Ojca za to mamy najlepszego, Niebieskiego… :)

IMG_0778

Jedna myśl nt. „Wczesne rodzicielstwo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>