Z życia wiejskiej dziewczyny

Nasza wioska oddalona jest od najbliższego miasteczka o 30 km. Miasteczko to nazywa się Chongwe i choć jest dość niewielkie jest tam kilka szkół, w trzech z nich uczą się nasi podopieczni.

Po wyszykowaniu chłopców do szkoły, o godz. 6.50 wyruszam w drogę. Nad polami rozciąga się mgła, na trawach krople rosy, słońce wstaje, busz budzi się do życia. Przede mną nieco ponad 6 km drogi piechotą, aby złapać bus do Chongwe. Po drodze rytuał pozdrowień z wioskową starszyzną pracującą na polach oraz gromadkami dzieci zmierzającymi do szkoły. Ku własnemu zaskoczeniu udało mi się nawet przeprowadzić kilka konwersacji w lokalnym języku. Licząc po cichu na jakikolwiek transport w kierunku skrzyżowania kilometry mijały… 1… 2… 3… 4… 5… 6… Przejechały 3 auta, wszystkie w przeciwnym kierunku… Ok. 8.00 dotarłam do głównej drogi i złapałam bus jadący do Chongwe, to już tylko nieco ponad 23 km i jestem na miejscu.

Pierwsze kroki skierowałam w stronę kościoła katolickiego, aby porozmawiać z Księdzem Gabrielem. Dwóch księży tam pracujących ma pod swoją opieką 52 kościoły w „okolicy”, między innymi nasz w Chamulimbie. Ksiądz wyznaczył nam najbliższy termin Eucharystii na 1 marca. To wielkie wydarzenie dla naszej społeczności.

Drugi mój cel to Jatamo, szkoła z internatem, gdzie uczy się siedmiu naszych chłopców. „Dorothy!” – zawsze słyszę od wejścia. Dwie nauczycielki witają mnie jak moje serdeczne przyjaciółki ;) – Jak sprawują się nasi chłopcy? Czy są jakieś problemy? Jak wysokie są opłaty egzaminacyjne? Do kiedy trzeba wpłacać? itp… długa seria pytań. Z klas lekcyjnych zobaczyli mnie moi zambijscy bracia i przybiegli się przywitać :) Szybko jednak musieli wracać na lekcje. Tylko Chungu stoi i nie chce iść… – Chcesz pogadać? Chodź, pójdziemy razem odwiedzić Charlesa i sprawdzić jak się czuje, kilka dni temu dzwonili ze szkoły, że ma malarię. Zwolniłam Chungu z lekcji i poszliśmy.

Szkoła Charlesa jest oddalona od głównej drogi o 2 km. Droga jest niby prosta, ale jak skręci się źle to można się zgubić na dobre. Kolejna seria pytań o zdrowie, zachowanie w szkole i opłaty egzaminacyjne. Na szczęście Charles czuje się już dobrze, przywitał nas z uśmiechem na twarzy, z którego ja wyczytałam najważniejsze dla niego: Martwiliście się o mnie… Droga powrotna do Jatamo, aby odmeldować powrót Chungu i muszę się powoli zbierać. Jeszcze tylko jedna rozmowa z dyrektorem szkoły, kupienie ryb na targu i w gąszczu busów odnajduję taki, który podwiezie mnie do mojego skrzyżownia, oczywiście jak się zapełni, co zwykle trwa od godziny do dwóch. Aby sobie samej zrobić żart, zapytałam kierowcę, kiedy bus odjeżdża, odpowiedział: Za pięć minut… Pośmialiśmy się chociaż trochę.

Na skrzyżowaniu kupuję wodę, przede mną 6 km. Po cichu znów liczę na cokolwiek. 1… 2… 3… 4… 5… 6… kilometrów. Przyjechały 3 auta, wszystkie w przeciwnym kierunku… Na farmę dotarłam ok. 16.00. Szybka kąpiel i czekam aż chłopcy wrócą ze szkoły.

Życie w buszu do najłatwiejszych nie należy, czasem trzeba się sporo nachodzić… :)

 

Poranne widoki:)

Photo0960 - Kopia

 

Photo0963

 

Photo0964

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>