Co tak długo?

Na farmie ostatnio trochę problemów. Bunt nastolatków wzmożony podczas wakacji. Aż nie chce się wierzyć, że każdy z nas przechodził ten okres. Kilka ucieczek, dużo nocnych poszukiwań. Jeśli chłopcy nie chcą wrócić – wiedzą jak się ukryć. Jeśli chcą – są w najbardziej oczywistych miejscach…

Jednego wieczoru pojechaliśmy na Northmead (stacja benzynowa z dużą ilością klubów nocnych w dzielnicy Northmead). Byłam tak zmęczona, że nawet nie wysiadłam z samochodu… Evaristo i Muviwa poszli szukać Charliego. Siedziałam w samochodzie. Chłopcy z ulicy zobaczyli mnie. Przyszli, rozmawialiśmy. W pewnym momencie przed maską samochodu pewnym krokiem przeszedł Charlie, otworzył drzwi od strony pasażera i usiadł obok mnie bez słowa. Jego zachowanie wyraża się w słowach: ‚Co tak długo? Ile można na Was czekać, żebyście mnie stąd zabrali?’ Charlie zwyczajnie czekał na nas. Jego dom już od dawna nie jest na ulicy. Ucieczka to sposób, w jaki wyraża swoją bezradność wobec problemów.

Chciało mi się śmiać. Trochę mniej chłopakom, którzy po pół godzinie poszukiwań wrócili i zobaczyli Charliego w aucie.

– Charlie, po co to wszystko? Nie łatwiej było porozmawiać zamiast uciekać?
– Przepraszam…

Każdy z nas czasem ucieka od problemów. Taki system obronny. Każdy – tylko na różny sposób.

IMG_1724 - Kopia

Zmiany

Gorden Mubita

Gordena zabrałam z ulicy bardzo szybko. W najlepszym momencie. Był tam tylko jeden dzień. To brat jednego z stałych mieszkańców ulicy – Richarda. Z Richardem dobrze się znamy – kiedyś pomogłam mu jak był bardzo chory, zabrałam go do szpitala, potem do domu, wyzdrowiał, ale nie mógł wytrzymać bez alkoholu, wrócił na ulicę. Gorden mieszkał z babcią, była bieda, nie było szkoły, jedzenia – nic. Ulica lepiej troszczy się o swoje dzieci. Gorden zdecydował, że jest w stanie żyć sam, spakował swoje rzeczy i wyszedł, aby nie wrócić. Takiego go spotkałam… z plecakiem, jeszcze w butach, już ze sticką. Krótka rozmowa – kim jesteś? W głowie odwieczne pytanie – zabrać czy nie, ta historia jest prawdziwa czy nie? Ale on nie miał wątpliwości – nie znam jej, nie wiem kim jest i gdzie chce mnie zabrać, ucieknę od niej jak najszybciej. Wcale mu się nie dziwię – też bym tak zareagowała… Usiadłam pogadać z innymi i zobaczyć, co się stanie. Nic na siłę. Zobaczyłam… Richarda szarpiącego się z bratem – Jak się zgodzi masz z nią iść, nie chcę cię widzieć na ulicy, masz iść do szkoły i mieć normalne życie, to jest dobre miejsce. Gorden był oporny, ale wrócił. Podszedł do mnie, zapytałam tylko – Chcesz ze mną iść? Potwierdził. Niepewnie, ze strachem przeszliśmy drogami St. Bonaventure do Salvation Home.

Kilka dni później chciałam go zabrać na wizytę domową. Przestarszył się, nie chciał. Przyszedł do mnie, że chce na ulicę, do brata. Rozmawialiśmy długo o życiu, o przyszłości. Musiałam wtedy jechać do miasta coś załatwić. Pojechał ze mną. Tego dnia było zimno. Staliśmy na światłach – po ulicy chodzili ludzie, jedni sprzedawali – doładowania do telefonu, wodę, jedzenie, różne gadżety, inni żebrali. Zobaczyliśmy chłopca, ok. 12 lat – sprzedawał wieszaki robione z drutu.

– Gorden, to jest czas, kiedy Ty musisz wybrać. Chcesz sprzedawać wieszaki na ulicy, żebrać i spać pod schodami czy chcesz iść do szkoły?

Emmanuel Matabata

Jest z nami już ponad 2 lata. Zawsze radosny i pomocny. Największy uśmiech świata. Uwielbia farmę i swoją szkołę. Czy coś się wydarzyło czy przyszedł trudny czas czy za dużo zmian czy nie mógł zapanować nad swoimi emocjami? Może wszystko naraz. Emma uciekł. Zabrałam go po kilku dniach. Buntował się, chciał znowu uciekać. Dużo rozmów. W końcu ta ostatnia:
– Masz 13 lat. To niesprawiedliwe, ale tak Twoje życie się ułożyło, że sam musisz zdecydować, jak dalej potoczy się Twoje życie. Jednak musisz zdecydować. Chcesz skończyć z AIDS tułając się po ulicy czy chcesz zostać i skończyć szkołę?
– Chcę zostać.
I od tej pory Emma nie ma pomysłów na uciekanie. Nie znaczy to, że rozwiązały się wszystkie jego problemy. Jednak na razie nie rozwiązuje już ich przez uciekanie…

Takie dylematy ma każdy z chłopców, który kiedyś wybrał ulicę. Niezależnie, czy jest z nami kilka tygodni czy kilka lat. O nikim nie można powiedzieć, że nigdy już nie ucieknie. O te dzieci trzeba walczyć do końca.

Lovemore Sakala

Musiałam zrobić zakupy w mieście. Przeważnie zabieram któregoś z chłopców, dlatego, że lubią i pomagają, a także dlatego, że uczą się, że te rzeczy mają wartość, to nie pojawia się z nikąd w spiżarni, za to się płaci.
Tego dnia Lovemore pojechał ze mną. Jednym z punktów zakupowych było centrum handlowe Pick&Pay Makeni. To było kiedyś miejsce Lovemore’a… Tam żebrał na światłach. Obserwowałam go. Kiedyś jeden z tych żebrających, teraz już tylko pozdrowił swoich kolegów z ulicy. Lovemore – uczeń piątej klasy, od ponad 7 miesięcy nie spał na ulicy. Jeden z pracowników supermarketu poznał go: „Witaj przyjacielu, jak się masz? Wesołych Świąt Wielkanocnych!” Lovemore speszył się. Zapytałam go, czy zna tego mężczyznę. – „Tak, czasem dawał nam jedzenie, które się psuło lub traciło ważność”. Wróciliśmy w ciszy do samochodu.

– Lovemore, ale warto było zmienić to życie?
– Tak – odpowiedział z pewnością w głosie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. Kasia Wnuk