Afrykańskie koło gospodyń

Tak wyobrażam sobie, że kiedyś kobiety zbierały się i razem gotowały, szyły, przędły… spędzały czas na rozmowie i pracy… PRACY!

Bardzo nie lubię stereotypów, często słyszałam: ‘Afrykańczycy… oni to są leniwi, tylko czekają aż im się wszystko da…’ Tydzień temu umieściliśmy w gazetce parafialnej krótką informację: ‘Podstawowy kurs szycia, sobota 13:30’. W sumie nawet na wiele nie liczyłam. Myślałam sobie, że pewnie nikt tego nie dojrzy, nikogo nie zainteresuje, nikt nie przeczyta (bo kto czyta gazetki parafialne), ba, nie wszyscy potrafią w ogóle czytać… I rzeczywiście o 13:30 nikogo nie było. Poszłam więc do biblioteki, pomierzyć komputery, bo miałam uszyć pokrowce na nie, pomierzyłam, rozrysowałam i wróciłam do mojej szwalni, rozkładam belę materiału na stole i słyszę nieśmiałe pukanie do drzwi… zza nich wystawiają głowy trzy kobiety, jedna z dzieckiem na plecach: „My na kurs szycia” – słyszę. I tak po chwili zebrała się grupka 9 kobiet. To zaczynamy :)

Szyłyśmy ręcznie, bo one nie mają w domu maszyn, a chcę, aby nowe umiejętności mogły wykorzystywać w przyszłości. Zgodziły się: ‘Nauczycielka ma swój program, więc będziemy się tak uczyły, powoli, powoli się nauczymy, kto się spieszy, ten się rozbije’ :)

Przy rozmowie, śpiewie i pracy minęły nam jak chwila 2,5 godziny :) W międzyczasie zapytały mnie, czy nie nauczyłabym je też angielskiego, bo nie potrafią zbyt dobrze. I ich inicjatywy następne spotkanie zaczniemy godzinną lekcją angielskiego :)

Tym sposobem, po raz kolejny udowadniam sobie samej, że stereotyp stereotypem, a życie wygląda inaczej. Pewnie powiesz „ale”… Tak, każdy medal ma dwie strony, ale każde uogólnianie będzie krzywdzące.

Od lewej: Edina, Mbao, Pauline, Queen, Edith, Felistas, Mary, Eufrasia (Peggy nie załapała się na zdjęcie)

IMG_8761Felistas z synkiem i swoją pracą

IMG_8774Paulina, która w tym roku kończy roczny kurs szycia i przyszła, aby mi pomagać

IMG_8778

I co ja robię tu?

Minęło 10 dni od kiedy znów jestem w Zambii, choć mam wrażenie, że więcej. Wracają wspomnienia, ale na nich nie zatrzymuję się długo, nie chcę też patrzeć za daleko w przyszłość – jest tu i teraz. Pracuję i mieszkam w Lusace, dzielnicy Makeni, w parafii Chrystusa Odkupiciela (http://makeni777.nazwa.pl/), dzięki gościnności dwóch polskich misjonarzy. Do parafii należy szkoła i przedszkole – to właśnie jest moje miejsce :)

Trudno na razie powiedzieć o tym, abym miała określony plan dnia. Są pewne punkty stałe, ale reszta jest uzależniona w dużej mierze od prądu. W związku z małymi opadami w porze deszczowej, ZESCO, które doprowadza nam prąd udostępnia grafik, kiedy prąd będzie, a kiedy nie, tak więc rotacyjnie do 3 dni ciemność zapada w godzinach 10:00-18:00, 6:00-14:00, a trzeciego dnia 00.00-5:00 i 14:00-22:00. Nie ma jednak co narzekać – grunt, że jest grafik! :)

Podczas pierwszych dni w pracy udało mi się spotkać i poznać wszystkich nauczycieli, spędzić kilka godzin na obserwacjach, prowadzić lekcje z informatyki dla klasy 7 oraz rozpocząć prace związane z biblioteką. Intensywnie przygotowuję warsztaty dla nauczycieli z tworzenia pomocy dydaktycznych, co wiąże się z tym, że wszyscy w domu zbierają dla mnie… śmieci – kartony, puszki, pudełka, butelki etc. :)

Biblioteka to miejsce magiczne, jednak przez długi czas nieużywane. Zastałam tam nieco bałaganu i trochę więcej kurzu. Przy wsparciu bardzo pracowitych dziewczynek z 3 klasy, zaczęłyśmy wyciągać książka po książce i wycierać je z kurzu. Już za tydzień otwieramy bibliotekę, mimo że nie wszystko jeszcze będzie zrobione, chcę, aby dzieciaki mogły już przychodzić i zaprzyjaźniać się z książkami :)

IMG_8758Klasa 7 na lekcjach informatyki

IMG_8754