Wracam do Zambii!

Blog przezimował rok bezczynnie, ale ja nie ;) Przez cały rok kotłowały się we mnie myśli o powrocie, choćby na kilka miesięcy… a może kilka lat, a może jeszcze dłużej? Mimo wielu trudności i sytuacji, których często nie rozumiałam byłam tam bardzo szczęśliwa.

Tam, gdzie nie ma nic, otrzymałam tak wiele.

Lecę do Zambii 30 września. Pierwsze kilka miesięcy spędzę pracując w przedszkolu i szkole w parafii Christ the Redeemer w dzielnicy Makeni w Lusace. A co potem? Z czasem i o tym napiszę :)

Zapraszam Was do towarzyszenia mi w tej Wielkiej Przygodzie Życia :) A czy to jest moje miejsce na świecie? Czas pokaże :)

408134_324880870891505_352115620_n

Ciężarówka

Ciężarówka to dobro pożyczone. Jest własnością pewnego człowieka, który co jakiś czas przyjeżdża do Zambii, ale w czasie kiedy go nie ma możemy ją używać. Z ciężarówką jest dużo historii, wozi szkolną drużynę sportową na zawody, grupę charyzmatyczną na spotkania, grupę kościelną holy childhood na animacje, ale także 2 tony jedzenia dla kurczaków, piasek i żwir na budowę, materiały budowlane, ciężarówka także szukała ciała zmarłego w środku rezerwatu lwów… Jeździ po drogach i po buszu. Ciężarówka służy dobrze i intensywnie dopóki… działa. Nieraz się psuje, wtedy niestety każdy jest mechanikiem i wie jak ją naprawić… przez co psuje się częściej… Ale co zrobić, kiedy jesteś w środku buszu i ona właśnie wtedy się popsuje? Ani lawety, ani dobrego mechanika… Dopiero wtedy rozumiem stwierdzenie ‚bezsilność wobec rzeczy martwych’.

Zadzwonili z farmy – ‚jedzenie dla kurczaków się kończy’. A ciężarówka ma jedną nogę niesprawną – jedno koło jest starte tak, że jest to już przestępstwo. Na tych 100 km do Chongwe trzeba przejechać przez co najmniej dwa patrole policyjne, które zatrzymują wszystkie samochody. Pomyślałam więc, że pojadę późnym wieczorem to może nie zwrócą uwagi na koła. Pierwszy patrol: Koło niesprawne… 200 kwacha. Powiedziałam: Nie… nie ma mowy, nie zapłacę. Zgadzam się, że to przestępstwo, ale nie zapłacę. Jeden oficer, drugi i trzeci, trochę mojej gry aktorskiej i mogę jechać. Drugi patrol już bez problemów nie zwrócili uwagi na koła. Jeszcze tylko 20 km i będziemy na farmie… ok. godz. 23.00 Pyr pyr pyr pyr… ciężarówka staje. Problem z akumulatorem – terminal nie łączy z kablem, dlatego nie da się ruszyć – ba! nawet ja już jestem mechanikiem! Kombinujemy, naprawiamy, próbujemy… Przejechaliśmy w ten sposób 10 km. I stop. Nic więcej nasza ciężarówka nie chce z siebie wydusić… Jeszcze tylko 10 km… Dochodzi północ – jest naprawdę zimno… (W Zambii jest już zima!) Orientuję się, że nie mam żadnych pieniędzy na koncie w telefonie, ze strachem pytam Muviwę, mówi, że ma. Dzwonimy do domu, że dziś nie dojedziemy nigdzie… Próbujemy dodzwonić się na farmę – tam jest Jonathan, on zawsze wiedział jak to naprawić. Jonathan nie odbiera, ma rozładoway telefon – dopiero ok. 8 rano zacznie ładować telefon, jak włączą generator. Jesteśmy w buszu, nie ma pomocy nigdzie – z tym też trzeba się czasem pogodzić – będziemy spać w ciężarówce. Spać to za dużo powiedziane… jest na to za zimno, widzę parę z naszych oddechów. Minuty mijają powoli… 1 w nocy, 2, 3, 4 robi się mroźnie, 5, 6… już nie wytrzymuję, wszystko jest zdrętwiałe. O 6.30 mówię do Muviwy, że idę na farmę. Powiem Jonathanowi, żeby przyszedł. Ruszam i łapię pierszy nadjeżdżający samochód, podwozi mnie 4 km do skrzyżowania. Tu już pozostaje mi iść pieszo 6 km. Przez godzinę nic nie przejeżdża. Dochodzę do farmy, chłopcy patrzą na mnie zaskoczeni… rozmawiam chwilę z Jonathanem, który za chwilę rusza z kilkoma narzędziami i czystą wodą. Dotrze trochę szybciej, bo na farmie jest rower. Ja idę prosto do łóżka…

Idę spać, ale nie na długo. Za godzinę zadzwonią, że problem nie jest jeszcze rozwiązany… że trzeba jechać do Lusaki, że jest kilka innych spraw… już nie wściekam się, że coś się nie układa, że na coś trzeba długo czekać, że czasem jest bardzo trudno. To wszystko jest gdzieś obok, przyjmuję to jako listę wyzwań, które trzeba podjąć, rozwiązać. Czasem stracimy pieniądze przez nieuczciwych ludzi, czasem zdarzy się coś nie po naszej myśli… niektóre rzeczy trzeba zapomnieć i iść do przodu. Oddać Bogu to na co nie mamy wpływu i uczyć się na błędach. Życie jest za krótkie…

A to po 3 dniach akcja ratunkowa ciężarówki :)

IMG_20140601_120616276

IMG_20140601_122609797

W 24 godziny do Afryki

Dwie wielkie walizki i czerwony plecak, który wgniata mnie w ziemię. Dwa razy po 23 kg i jeden raz 8 kg daje 54. U mnie ten rachunek wynosi 64. Cudowne rozmnożenie. Tak było ze wszystkim. Potrzebowałam ubrań dla dzieciaków. Mam ich prawie 20 kg w bagażu, jeszcze więcej zostało, aby przylecieć innym lotem. Jeszcze kilka dni temu nie miałam leków i bandaży. Teraz z ledwością upchałam je między sprzętem sportowym i kredkami, które także niezapowiedziane pojawiły się w czeluściach moich walizek. Cudowne rozmnożenie. Gdzieś o tym czytałam…

Nie znam odpowiednich słów, by podziękować wszystkim osobom, które były przy mnie i włączyły się w przygotowania do afrykańskiego roku. Waszej dobroci nie da się policzyć w kilogramach ubrań, metrach bandaży ani godzinach spędzonych nad projektem. Ona zaczyna się w środku i rozgrzewa wszystko wokół. Na pewno nagrzała mnie na ten rok! Niech uśmiechy od dzieciaków, które pojawią się na zdjęciach oraz moje: DZIĘKUJĘ – wystarczy.

Wokół mnie przelewa się tłum, zatrzymując się przy niebieskich ekranach, które informują ich uprzejmie, którą bramę wybrać, aby osiągnąć cel podróży. Lotnisko we Frankfurcie. Przystanek na drodze w różnych kierunkach świata. Splot ras i kultur świata. Próbuję odgadnąć dokąd jadą. Jest grupa z identyfikatorami w sportowych butach i podobnych strojach, oczywiście sportowych – zapowiada się jakiś poważny turniej, pan w dżinsowej kurtce i za krótkich spodniach upycha Toblerone i wino w walizce – pyszności będą na wieczór! Grupa japońskich turystów – nie muszę podpowiadać . Trzech chłopaków z deskorolkami i mamą – przecież zwiedzanie jest nudne, trzeba się czymś zająć… Masa ludzi i każda historia wyjątkowa – zdecydowanie bardziej wyjątkowa niż moje dywagacje. Niech jadą. Podróżowanie poszerza horyzonty. Z przeżywanych chwil trzeba czerpać ich mądrość, ale nie zatrzymywać czasu na siłę, musi płynąć, aby cel mógł zostać osiągnięty. Inaczej stoimy w miejscu.

Zatem w drogę!