Prezent od Boga

Ulica była dla mnie ważna. Od początku do końca. Przez cały rok. Na co dzień i od święta. Czasami to wędrowanie wydawało się bez sensu.

– Co robisz na ulicy?
– Pójdę, posiedzę, porozmawiam, czasem nie, poobserwuję, porozmyślam nad życiem.

Czyli nic konkretnego. Znamy się z chłopakami, czasem bardziej czasem mniej, ale znamy się. Jestem u siebie.

Piątek wieczór. Kluby nocne na Northmead tętnią życiem. Przyjechaliśmy szukać dwóch chłopców. Zimno jak nie wiem co… Usiadłam na schodach razem z Mulengą, a w głowie kołatało się – już tak niewiele czasu mi tu zostało… Przyszło kilku innych, pozdrowili, jedni poszli, inni zostali. Nie byłam w nastroju do rozmów. Patrzyłam na przemieszczających się ludzi – imprezowicze, prostytutki, taksówkarze, kilka kobiet sprzedaje owoce i warzywa… Czym karmisz swoje serce, tym jesteś. Jeśli karmisz je ziemią, jesteś ziemią. Jeśli niebem – jesteś niebem…

Wzięłam Franka za kurtkę i uznałam, że na dziś już mi wystarczy. Wsiedliśmy do samochodu, wyjeżdżam z parkingu i widzę Cholę… Bez żadnych złudzeń na pozytywną odpowiedź pytam: ‚Może chcesz jechać ze mną?’ Chola w jednym momencie rzuca za siebie butelkę ze sticką i wsiada do samochodu.

Chola jest dobrym dzieciakiem, spokojny, nie zaczepia, nie bije, nie prowokuje, prawie niezauważalny. Ma może 15 lat. Na ulicy od zawsze… co najmniej od 7 lat. Ma rodziców, ale za nic na świecie nie chce tam być. Co się stało w domu, że Chola drży na samą myśl? Nikt nie wie… nie był nigdy w żadnym ośrodku, nawet chłopcy na ulicy nie wiedzą skąd Chola pochodzi.

Rzucone od niechcenia pytanie… Chola zdecydował się na dom. Analizuję na wszystkie sposoby, dlaczego wtedy akurat i dlaczego pojechał ze mną? Każda odpowiedź wydaje się bezsensowna… Zawsze miałam jakąś odpowiedź, choćby prawdopodobną, a teraz nie wiem, po prostu nie wiem nic.

Chola jest moim prezentem od Boga. Bóg mówi – warto. Warto wtedy, gdy widzisz owoce i warto jeszcze bardziej, gdy wydaje Ci się, że nie warto…

20140623_112308

Co tak długo?

Na farmie ostatnio trochę problemów. Bunt nastolatków wzmożony podczas wakacji. Aż nie chce się wierzyć, że każdy z nas przechodził ten okres. Kilka ucieczek, dużo nocnych poszukiwań. Jeśli chłopcy nie chcą wrócić – wiedzą jak się ukryć. Jeśli chcą – są w najbardziej oczywistych miejscach…

Jednego wieczoru pojechaliśmy na Northmead (stacja benzynowa z dużą ilością klubów nocnych w dzielnicy Northmead). Byłam tak zmęczona, że nawet nie wysiadłam z samochodu… Evaristo i Muviwa poszli szukać Charliego. Siedziałam w samochodzie. Chłopcy z ulicy zobaczyli mnie. Przyszli, rozmawialiśmy. W pewnym momencie przed maską samochodu pewnym krokiem przeszedł Charlie, otworzył drzwi od strony pasażera i usiadł obok mnie bez słowa. Jego zachowanie wyraża się w słowach: ‚Co tak długo? Ile można na Was czekać, żebyście mnie stąd zabrali?’ Charlie zwyczajnie czekał na nas. Jego dom już od dawna nie jest na ulicy. Ucieczka to sposób, w jaki wyraża swoją bezradność wobec problemów.

Chciało mi się śmiać. Trochę mniej chłopakom, którzy po pół godzinie poszukiwań wrócili i zobaczyli Charliego w aucie.

– Charlie, po co to wszystko? Nie łatwiej było porozmawiać zamiast uciekać?
– Przepraszam…

Każdy z nas czasem ucieka od problemów. Taki system obronny. Każdy – tylko na różny sposób.

IMG_1724 - Kopia

Samochód dla Zambii

Samochód był dla nas jedną z pierwszych naszych potrzeb. To wiedziałam od dnia przyjazdu tu. Nie mogłam już znieść tego, że trzeba jechać na ulicę, bo coś się stało, a my nie możemy, bo… nie mamy transportu, bo co drugi dzień auto jest zepsute… Widywałam naszego mechanika częściej niż rozmawiałam z moimi rodzicami.

Obiecałam sobie wówczas, że to zrobię co mogę, aby kupić nowe auto. Ale co ja mogę zrobić… W akcję włączyła się Fundacja Usłyszeć Afrykę (Wam przede wszystkim dziękuję, że zaufaliście i uwierzyliście, że ta akcja się powiedzie!:)) Umieściłam informację w internecie oraz rozesłałam do znajomych. Wtedy wydarzyło się wiele cudów :)

W ciągu 6 miesięcy ponad 150 osób dobrej woli, w tym Parafia Matki Bożej Częstochowskiej w Zielonce – moja rodzinna parafia oraz No bell Szkoła Podstawowa Montessori w Konstancinie – Jeziornie, gdzie pracowałam przed wyjazdem – wpłaciło równo 27 tysięcy zł. Bardzo bym chciała podziękować każdej osobie – więc jeśli jesteś jedną z tych osób – Tobie właśnie z całego serca dziękuję! :) Dziękuję ja, ale także Mama Carol, wszystkie dzieci, które są pod opieką Action for Children Zambia oraz dzieci ulic zambijskich, którym także to auto będzie służyło w pomocy kryzysowej.

Kupiliśmy używanego Nissana X-Trail, pieniędzy wystarczyło także na drobne naprawy, wszelkie kwestie formalne związane z samochodem, zostało nawet trochę na benzynę :)

Gdyby nie Wy – my nie moglibyśmy wykonywać naszej pracy – DZIĘKUJEMY!

IMG_6309

IMG_6331

IMG_6363

IMG_6358

Mycia czas… :)IMG_6440

IMG_6439

Ucieknę

Ucieknę, bo nie lubię jak mówisz mi, co mam robić.
Ucieknę, bo mi zabraniasz tego, na co akurat teraz mam ochotę.
Ucieknę, bo tylko to potrafię zrobić, gdy mam problem.
Ucieknę, bo wiem, że sobie poradzę na ulicy.
Ucieknę, bo chcę zatęsknić za Tobą.
Ucieknę, żeby sprawdzić, czy wciąż mnie kochasz.
Ucieknę, ale będę tam, gdzie zawsze.
Ucieknę, ale moje serce będzie biło szybciej w nadziei, że przyjdziesz po mnie.

Wątpiłam w to. Chłopcy grali, bawili się z nami w uciekanie i wracanie. Noce spędzone na poszukiwaniach, miałam wrażenie, że to bez sensu, że nie są gotowi. Już nawet nie umiałam zliczyć, ile razy zabierałam Nathana z ulicy, wiedząc, że za tydzień będzie ta sama zabawa w kotka i myszkę… Po 8 miesiącach patrzę na Nathana. Już 4 miesiące bez ucieczek, wydaje się stabilny, czasem tylko wspomina o ulicy, uwielbia swoją szkołę i sobotnie pieczenie, czuje się bezpieczny.

Ale w tej pracy ta zabawa się nie kończy. Teraz bawię się z Joshuą. Tylko mam więcej wiary w sercu :)

IMG_5225

Cześć, Mała!

Nasze drogi zeszły się „przypadkowo” i niespodziewanie. Na czarnej ziemi zrozumiałaś mnie bez słów. Jak to możliwe? Gdy dzwoniłam, nie musiałam mówić, że coś się stało, bo już to wiedziałaś. Gdy szłyśmy na ulicę, każda z nas mogła być sobą. Jesteś niesamowita i odważna. Afryka nie była dla nas romantyczna, była prawdziwa aż do bólu, nawet po Twoim wyjeździe, wciąż jest…

Teraz już nikt nie nazywa mnie „Mała”. Twój telefon nie odpowiada. Tak po ludzku tęsknię. Dziękuję za nasz wspólny czas w Zambii. Do zobaczenia za kilka miesięcy, Agnes.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAfot. Kasia Wnuk

 

Bóg się rodzi

Dom jest pełen. Na 16 łóżkach śpi 60 osób. Są chłopcy z farmy, ze szkół z internatem, mieszkańcy Salvation Home. Rodzina spędza święta razem.

24 grudnia to w Polsce tradycyjnie dzień wigilijny. Tutaj nie zasiadaliśmy do stołu. Ten wieczór spędzaliśmy w społeczności naszego kościoła. Pięknie ubrani nasi podopieczni, wystrojeni w nowe koszule, spodnie, na nogach wybrane przez nich buty – poszliśmy do kościoła: koncert kolęd, jasełka przygotowane przez młodych, o 21.00 Msza Święta. Cała uroczystość trwała ponad 4 godziny. Tego dnia rodził się Jezus. Rodził się w milionach miejsc na świecie, a także w sercach naszych i wszystkich naszych dzieci. Siedziałam wzruszona po jednej stronie ławki, po drugiej Mama Carol, pomiędzy nami najmłodsi. Dzieci zasypiały nam na kolanach. Ktoś się dosiadł obok mnie – zobaczyłam szeroki uśmiech Gifta, którego znacie z lekcji o wybaczaniu. Tak, to także dzień wybaczenia sobie i innym. Dzień zapomnienia tego złego, bo Bóg zapomniał to nam, dając nam na świat swojego Syna. Po powrocie do domu rozmawialiśmy jeszcze chwilę o tym, co właśnie wydarzyło się na świecie – o Narodzinach Jezusa i zjedliśmy Jego ciasto urodzinowe. Wspólna modlitwa i czas iść do łóżek, bo następnego dnia czeka nas dużo pracy.

Mama Carol i dziewczyny :)

Mama & girls

Franco i Maria

Franco & Maria

Pomocnicy Świętego Mikołaja :)

1

25 grudnia – pierwszy dzień świąt. Choinki prawie nie widać spod góry prezentów. Dla nikogo nie zabrakło podarku. Dzieci roznosiły także prezenty świąteczne dla wszystkich naszych sąsiadów – ciastka i babeczki, które piekli wcześniej z Mamą Carol. Przygotowali także z wujkami duża paczkę świąteczną dla bardzo biednej rodziny z naszej dzielnicy. Uczymy się dzielić tym, co mamy, nawet jak nie mamy wiele. To dzień, kiedy każdy kto kiedykolwiek był z nami na różnym etapie życia wie dobrze, że może przyjść – przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, a szczególnie Ci, którzy kiedyś byli mieszkańcami Salvation Home, a teraz mają swoje rodziny i przychodzą razem z nimi. To wzruszający moment. Przed obiadem Mama Carol pyta jedną z dziewczyn – Janet: „Byłaś, kiedy spędzaliśmy razem pierwsze święta 7 lat temu, pamiętasz, ile nas wtedy był?” Janet z uśmiechem odpowiada: „Może 12 osób…” Teraz jest nas 120… „Ojcze nasz” wypowiedziane ze 120 serc ma wielką moc. Od najmłodszych kolejka ustawia się, serwujemy świąteczny obiad. Cieszymy się tym, że możemy być razem.

W oczekiwaniu na prezenty… :)

2

2 (4)

Przygotowywanie obiadu świątecznego

2 (5)

„Chłopcy, obierzcie ziemniaki na obiad!” ;)

3 (3)

Modlitwa przed posiłkiem i ekipa nakładająca :)

2 (2)

Wspólne radosne spędzanie czasu :)

2 (3)

26 grudnia to ustawowo dzień pracy w Zambii. U nas to drugi dzień świąt. A dla niektórych naszych gości to właśnie są całe święta. Ten dzień zaczynamy o 4 rano. Jak inaczej ugotować obiad dla ponad 300 osób? Tylu właśnie dzieciaków spodziewamy się tego dnia. Tego dnia nie idziemy na ulicę, to dzieci z ulicy przychodzą do nas. O 10.00 zbierają się w domu – przychodzą lub przyjeżdżają zorganizowanym transportem. Do pomocy są wszyscy wujkowie (nasi starsi podopieczni, którzy już mniej są podopiecznymi, a więcej wychowawcami) w pełnej gotowości. Każdy ma jakieś zadanie. Spodziewam się zachowania ulicznego, ale dzieciaki mile nas zaskakują. Jest radość, pomiędzy nami pokój. Mogą się wykąpać. Część idzie grać w piłkę nożną na okoliczne boisko. Siadamy, rozmawiamy, gramy, rysujemy, oglądamy filmy. Dzieci są wszędzie, gdzie nie zajrzysz, tam ich znajdziesz. W domu, w którym na co dzień mieszka ok. 25 osób, teraz jest ponad 300. Przed obiadem zaskoczył nas silny deszcz. Wujkowie stają na wysokości zadania, aby zorganizować przestrzeń i porządek. Ok. 18.00 odjeżdża ostatni bus do miasta. Wykończeni sprzątamy dom. Wszędzie pełno wody, ale przynajmniej już nie leci ona z nieba. Nastała cisza, jakiej dziś jeszcze nikt z nas nie doświadczył. Patrzę na twarze ludzi, którzy dziś pracowali od rana, aby zorganizować święta dla dzieci z ulicy. Udało się, kolejny rok udało się. Nawet oni mieli swoje święta.

3

3 (2)

3 (4)

3 (5)

Wykończona zasypiam bardzo wcześnie, budzę się dopiero po 12 godzinach.

Powoli, powoli

Powoli, powoli – tak często Zambijczycy odpowiadają na pytanie – Jak żyjesz?

I my też tak sobie żyjemy – powoli powoli… Czasem jest łatwiej, czasem są trudności. Są tylko duże dylematy, ale nie ma spraw nie do rozwiązania.

Opisuję tu historie. A potem dostaję wiadomości: Co dalej? Nathan wrócił? Co z Albertem – został? Co z Giftem? Czy już na zawsze został na ulicy? Czy zabrałaś go do domu?
Żyjecie razem ze mną, bo te historie są prawdziwe, dzieją się tu i teraz.

Nathana zabraliśmy do domu. Ma dni lepsze i dni gorsze, jak to w życiu. Czasem chce uciekać, ale widzę jak walczy ze sobą. Jest w nim wciąż dużo złości, dużo gniewu. Walczy z pokusą powrotu na ulicę. Walczy o swoje przyszłe życie. Dopóki walczy, jest…

Albert jest w domu. Przyszedł pewnego dnia do mnie: „Mówiłaś, że jak mam problem, to żebym przyszedł. To jestem…” Albert dużo komunikuje, bardzo nie chce zostać sam z tym, co boli. Wciąż jest z nami.

Gift… Jeździłam na ulicę, rozmawiałam. Nie chciał wrócić. Ulica jest dobra. Wciąż pod wpływem narkotyków. Wciąż uparty. Nie wrócę. Dwa dni temu pojechałam znowu. Był w dobrym stanie.
– Czy jesteś już gotowy?
W głowie walka myśli.
– Znasz odpowiedź i ja wiem, co chcesz powiedzieć.
– Chcę wrócić.
Zabrałam go i wczoraj zawiozłam na farmę. Powiedział, że chce odpracować to, co ukradł. Ale wciąż jeszcze długa droga przed nim, aby zmienić swoje życie.

Żyjemy sobie. Powoli, powoli dni mijają. A mi za tydzień minie piąty miesiąc w Afryce :)

Doris

 

droga

 

Lekcja wybaczania

Długo się zastanawiałam czy pisać tę historię. Napiszę, bo jest ważna, bo rodzi wiele pytań.

Pod nieobecność Mamy Carol jestem odpowiedzialna za dzieci w Salvation Home oraz w szkole z internatem, ale też pośrednio za farmę.

W piątek rano odebrałam telefon z farmy, że dwóch chłopców uciekło – Gift i Tresford. Tego samego dnia po południu byli już na ulicach Lusaki. W sezonie deszczowym ulica nie jest zbyt przyjemna, więc oczekiwałam, że szybko sami wrócą. W poniedziałek drogę do Salvation Home znalazł Gift.

Gift ma 15 lat. Od kilku lat jest pod opieką Mamy Carol. Skończył właśnie 7 klasę. To koniec pewnego etapu edukacyjnego, więc egzaminy po niej są dość ważne. Mama Carol obiecała mu, że jeśli zda je, będzie mógł rozpocząć 8 klasę w szkole z internatem. Bardzo na to czekał, za każdym razem jak się widzieliśmy mówił mi o tym.

Gift przyszedł prosto do mojego pokoju. Dużo słów padło. Łzy pociekły. Gift został w moim pokoju aż do następnego dnia, kiedy miał przyjechać Chali, który bezpośrednio opiekuje się farmą. Ten dzień był bardzo pracowity, dużo jeździliśmy, załatwialiśmy spraw. Przez większość dnia nie było mnie. Gdy wróciłam zauważyłam w pokoju pewne braki. Gift pakował się w tym czasie do samochodu. Szybko zawróciłam go… Przeszukałam kieszenie. Znalazłam trochę pieniędzy i trochę rzeczy. Byłam wściekła. Gift przepraszał i płakał, płakał i przepraszał. Szybko wysłałam ich na farmę, to było za dużo dla mnie na ten dzień.

Jednak wciąż sporo pieniędzy brakowało. U Gifta więcej nie znalazłam.

To był wtorek. W czwartek pojechałam na farmę, aby zobaczyć się z dziećmi, spędzić z nimi trochę czasu i spisać ich marzenia świąteczne. Chciałam też porozmawiać z Giftem o miłości, o błędach i o wybaczaniu. Szukałam go, szukałam, ale nie znalazłam. Moja wizyta była niezapowiedziana, okazało się, że Gift, gdy mnie zobaczył uciekł. Potem chłopcy powiedzieli mi, że pozostałe brakujące pieniądze to także on ukradł. Po prostu nie przeszukałam go aż tak dokładnie, aby wszystko znaleźć.

Kilka dni przed całym tym zdarzeniem Kasia była na farmie. Mówiła mi, że ktoś napisał do mnie list, nie pamięta kto i gdzie go ma. W końcu znalazła…

Kochana, Auntie Dorota,

Jak się masz w tym tak miłym czasie? Kocham Cię i bardzo za Tobą tęsknię. Dziękuję, że uczyłaś mnie, jak piec. Niech Bóg będzie z Tobą każdego dnia. Dobrego dnia. Gift

Myślisz, że mnie to przybiło? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zupełnie nie. Że straciłam wiarę w dzieciaki, w ich szczerość i zmianę? Na pewno nie. Boli mnie jednak nędza jaką w ich umysłach może już na stałe zasiała ulica. Dla Gifta liczyło się tu i teraz. Bez myślenia o konsekwencjach, o przyszłości.

Gift jest znów na ulicy. Pojadę tam, aby z nim porozmawiać o miłości, o błędach, o wybaczaniu.

Dziecko

Masz za sobą mniej niż jeden rok życia. Jesteś pięknym chłopcem. Felix dali Ci na imię. Twój tato i twoja mama – oboje są mieszkańcami Soveto. Trzymam Cię na rękach. Jesteś spokojny, patrzysz mi głęboko w oczy, jak ci wszyscy chłopcy z Soveto. Nie wiesz, kim jestem, ale to Ci nie przeszkadza. Twój ojciec chowa przede mną butelkę sticka. Takiego życia chcesz dla swojego syna?

Podchodzę do Karen. Karen dobrze mnie zna. Kiedy była chora, zabrałam ją z ulicy. Pojechałyśmy do lekarza. Nie wytrzymała dwóch dni. Uciekła. Z Felixem na ręku dotykam jej brzucha. Jest coraz większy. Karen ma 17 lat, to jest jej trzecie dziecko.

Dziecko jest błogosławieństwem. Tylko jak w tych warunkach pojąć to…

Pytanie o szansę

Ulica. 10 rano.

– Dorota, chcę iść z Tobą. Zabierz mnie.

Komu dać szansę, komu nie? Kiedy kończy się limit szans? Która ostatnia szansa jest naprawdę ostatnią? A może tym razem byłaby ona wykorzystana?

– Nathan, jak się masz?
– Dobrze – odpowiada z udawanym uśmiechem.
– To wspaniale, czyli mogę zabrać kogoś innego na Twoje miejsce? Twoje łóżko jest wolne.
Spuszcza wzrok. Kryje głowę w dłoniach.
– Zapytam jeszcze raz. Jak się masz?
– Źle…

Tyle w nim bólu, że można by obdzielić pół świata. Wszyscy go zostawili. Czy ja też powinnam? Odpowiesz, że nie.
– Zabiorę Cię i tym razem po ilu dniach uciekniesz? 5? 10? 15? Ostatnio wystarczyło Ci 10.
– Nie, tym razem już nie ucieknę.
– Za każdym razem to słyszę…

Soveto, YMCA, Nothmead, City Market, Soveto. Drugie, trzeci, dziesiąty raz Cię zabieram. Na ile razy wystarczy mi sił? Na ile razy wystarczy mi wiary? Przychodzisz i płaczesz, że chcesz wrócić. A potem to tylko chwila, kiedy Cię już nie ma. Kiedy nie radzisz sobie z problemem i uciekasz. Kiedy zatęsknisz za ulicą… Co jest w Twojej głowie wtedy? Ból powraca. Ty mnie zostawiasz. Ty dobrze wiesz, jak mnie to boli. Ja dobrze wiem, że nie potrafisz inaczej, bo nikt Cię tego nie nauczył.

Dzień za dniem mijają. Od trzech tygodni jesteś na ulicy, a jak od trzech tygodni przychodzę, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku z Tobą. Jesteś coraz bardziej chudy i coraz bardziej smutny. W oczach ból. W Twoich i w moich. Ale nie umiem przestać przychodzić. Nie chcę przegapić szansy, kiedy będziesz gotowy na powrót. Kiedy nie będzie już za późno.

Nathan